Dawno mnie nie było...
ale już jestem :)
Przez ostatni czas troszkę się wydarzyło,ale jakoś na nadmiar wrażeń nie narzekam ;)
Pomyślnie zdałam wszystkie egzaminy^^ i zaczęłam się przyzwyczajać do bardzo pożytecznego zajęcia, jakim jest praca zarobkowa ;]
Praca jak praca,bez rewelacji^^ jak student,to tylko w fabryce^^
No i dzisiaj tam właśnie sobie pracowałam...co robiłam? Składałam kartonowe pudełka...przez 8 godzin...z przerwą na papu...To jednak nie były zwykłe pudełka...wiem,że nie były,bo mi uszami wychodzą i wiem,że będą mi się śnić przez noc...łapy mam pocięte jakbym przez 8h w maliniaku siedziała!Pilnik do paznokci jest mi zbytkiem,bo skóry na opuszkach piłować nie będę,prawda? Te nieszczęsne pudełka to jednak nie wszystko... na 15 minut przed końcem zmiany,polecono mi owinąć paletę z pudełkami,przezroczystą folią (czy spożywczą to nie wiem [nie jadłam],ale wyglądała jak spożywcza o.O)...Kurna! co ja się z tą francą namęczyłam...wlokła się za mną,plątała między nogami...Czy ja mam wypisane na czole:
"Przygarnę folię spożywczą. Zapewniam wygodny serwis,wikt i opierunek.Dostępne od zaraz"???
W efekcie podarłam zołzę,kulki foliowe wyrzuciłam do śmieci,a kierownikowi powiedziałam,że nie zdążyłam owinąć...jakoś przeszło...
Aktualnie siedzę przed kompem i co chwilę się gdzieśik oram,bo mam wrażenie,że mi się te chulerne drobinki tektury walają po cielsku...no co za dyskomfort normalnie...Postanowiłam sobie,że jak mi kierownik jutro też każe robić pudełka,to go w nich zakopię żywcem... :)