piątek, 11 grudnia 2009

Spór o in vitro...

No i znowu wpadł mi w ręce artykuł z Gazety Wyborczej,który załączam,do przeczytania...http://wyborcza.pl/1,75476,7344468,Kampania_mediow_katolickich_o_niemoralnym_in_vitro.html
Na początek mała dygresja,że ludzi wykształconych w redakcji Gazety Wyborczej,to chyba deficyt jest,bo błędy ortograficzne na poziomie podstawówki lecą ;) wam pozostawiam znalezienie owego klejnotu w treści artykułu ;)
Wracając natomiast,to kwestii w nim poruszanej- in vitro mianowicie-to się zastanawiam,kto grzeszy większą głupotą...Głupiec -Kościół Katolicki,który wciąż żyje epoką średniowiecza,nie zdając sobie sprawy z tego,że jeśli już mamy być tak dokładni,to średnio co 28 dni w ciele kobiety obumiera 50% potencjalnego człowieka [ w końcu jajo płodowe zawiera 50% materiału genetycznego],bo tak chce natura;że proces adpocyjny(który tak promują) potrafi się ciągnąć latami,bo urzędnicy skrupulatnie go utrudniają i nawet anioł straciłby cierpliwość,a jesteśmy tylko ludźmi; że zostaliśmy wyposażeni przez naturę w coś takiego jak ciąg ku reprodukcji i przekazywaniu własnych genów następnym osobnikom populacji naszego gatunku; że istnieją takie rodzaje niepłodności,których leczyć się nie da (na chwilę obecną); że ponad 100 kobiet dziennie (w Polsce) traci dziecko w wyniku poronienia; że po to dano człowiekowi rozum,żeby z niego korzystał i widocznie skoro in vitro działa,to Pan Bóg raczej w tym palce maczał??... czy ten kto owego głupca słucha i daje się zmanipulować??
Wydaje mi się,że Ci którzy dają się zmanipulować,to ludzie nie mający własnego zdania i podstawowej wiedzy w danym temacie oraz łatwo ulegające wpływom osób,które też niewiele o przedmiocie rozważań wiedzą,a pretendują do roli Alfy i Omegi...no bo zastanówmy się...który ksiądz czy biskup odczuł na własnej skórze ból poronienia? Który stawał na głowie,żeby móc adoptować dziecko?Który z nich ma w sobie tyle matczynej miłości,że łzy same płyną z powodu braku możliwości przelania jej na dziecko??Który z nich cierpiał na depresję z tym związaną?? ŻADEN! Jedyne co mają,to suche informacje,które każde z nas może wyczytać z książki; ewentualnie za swój fundament prawdy uważają cudowne dzieciństwo oraz idealny obraz matki z nim związany... Przykro mi bardzo,ale nie wszyscy mieli bądź mają tak kolorowo w życiu,a dla niektórych jedyną drogą do zapomnienia gorzkich doświadczeń, jest oddanie swojej miłości bezbronnemu dziecku i zapewnienie mu tego wszystkiego,czego samemu się w życiu nie zaznało...Jeżeli więc in vitro jest jedną z dróg ,która ku temu prowadzi,to Kościołowi Katolickiemu nic do tego! Pan Bóg osądzi,co było dobrem,a co złem w naszym życiu...Kler,to żaden autorytet w tej kwestii,bo są ludźmi tak samo jak my, tylko zamiast sakramentu małżeństwa, wybrali (może prostszą drogę) kapłaństwo i uzurpowanie sobie wszechwiedzy z tego tytułu...

piątek, 4 grudnia 2009

Bitwa krzyżem,czy o krzyż??

Dzisiaj w Gazecie wyborczej wynalazłam ciekawy artykuł,którego treść załączam do przeczytania...swoją opinią podzielę się na końcu,a chciałabym również osoby czytające tego bloga zapytać o opinię w sprawie,którą za chwilę nakreślę...
http://wyborcza.pl/1,76842,7328870,Krzyz_zaczyna_dzielic.html
Po przeczytaniu powyższego artykułu nasunęły mi się następujące wnioski... Krzyż jako symbol religijny, wyłącznie w Piśmie Świętym zachował swoje pierwotne znaczenie...jeżeli chodzi o życie ludzkie,to już dawno stracił swoją moc,a konkretnie w okresie średniowiecza, kiedy to w jego imię prześladowano, siłą nawracano i palono na stosie za wyższy iloraz inteligencji,niż na tamtą chwilę posiadał ogół społeczeństwa... Jestem osobą wierzącą,ale nie praktykującą,bo nie przemawia do mnie instytucja kościoła katolickiego ( jak to mówią,kiedy było się dzieckiem,to wystarczyło,że szklanka wiedzy była do połowy pełna...kiedy człowiek dojrzewa,to zaczyna zadawać niewygodne pytania,dotyczące tej pustej połowy...)...czy to znaczy,że będę się smażyć w piekle??bo nie zgadzam się ze światopoglądem kleru??...nie wiem być może... wiem jednak,że są między nami ludzie,którzy gorliwie wierzą, ale nie są katolikami...mówię o Buddystach, Hinduistach itp. i bardzo często są to ludzie dużo bardziej wartościowi niż (z całym szacunkiem) nie jeden katolik, biegający do kościoła co niedziela albo i częściej,wyłącznie z potrzeby pokazania się,bo napewno nie z potrzeby serca czy sumienia- bądź co bądź dewot jest w Polsce dostatek... Jeżeli więc polska konstytucja, zapewnia obywatelom wszelkiej narodowości, rasy i wyznania, pełną wolność religijną i światopoglądową,to powinno się być konsekwentnym i albo usunąć wszelkie symbole religijne z instytucji publiczynych... albo też obok krzyża zawiesić symbole innych religii- zawiesić symbol półksiężyca czy postawić figurkę Buddy...
Jeżeli jednak naród polski nie zgadza się z konstytucją (bądź też używa jej zapisów jak mu wygodnie),to należałoby ją zmienić,nieprawdaż? i przekwalifikować się z wolnego państwa,w państwo wyznaniowe... wtedy chętni będą mogli nawet z krzyżem na czole chodzić i nikomu nie będzie to przeszkadzało... no mylę się?
Tak więc petycję uczniów wrocławskiego liceum popieram wszystkimi czterema kończynami i w 100%...

poniedziałek, 20 lipca 2009

...

Dlaczego ludzie muszą cierpieć?
Pieprzenie o wolnej woli wcale mnie nie przekonuje...bo niby dlaczego do jasnej cholery mamy cierpieć za coś czego w rzeczywistości nie zrobiliśmy my,tylko dwójka cymbałów sprzed wieków?!Czy to ja zerwałam zakazany owoc?Mnie jak Mamusia powiedziała "nie rusz",to się łapy przy sobie trzymało chociaż kusiło...Ciekawe czy gdyby im powiedziano,że łap się w ognisko nie pakuje, to wsadziliby je w rozżarzone węgle,bo ktoś im kazał...Oni popełnili błąd,ale dlaczego my mamy za ten błąd płacić?To tak jakby prześladować nowo narodzone dziecko pochodzenia niemieckiego za holocaust!!Paranoja jakaś...
Najgorsze jest to,że dobrzy ludzie mają najbardziej przechlapane...kobieta stara się być dobrą żoną,matką i człowiekiem,a w zamian dostaje z buta od każdego dla kogo się poświęciła...wszyscy wyżywają się na niej,wyładowują swoje frustracje i żale po niepowodzeniach...poddają ją degradacji, z pełnowartościowego człowieka staje się ona nic nie wartym przedmiotem,który rzuca się w kąt,bo nie jest aktualnie potrzebny...ona jednak mimo wszystko żyje tym życiem i dziękuje Bogu za te przebłyski słońca,które nieczęsto się pojawiają,ale gdy już przebiją się zza ciężkiej i grubej warstwy ciemnych chmur i oparów,grzeją serce mocniej niż cokolwiek innego...Kiedy jest już naprawdę źle,płacze w poduszkę tak by nikt nie widział jak bardzo jej źle...cierpi fizycznie,psychicznie i duchowo, na każdej płaszczyźnie swojego istnienia...Powraca koszmar zniszczonego dzieciństwa, śnieżno białego płótna kochanego przez nią za blask,kolor i delikatność,które dzień po dniu stawało się coraz bardziej szare,traciło swój blask, swoją delikatność,swój boski wyraz...rozbity dom rodzinny,o który nie miała szans walczyć...czuła się wtedy wszystkiemu winna,podjęła próbę definitywnego zakończenia wszystkiego,bo nie widziała żadnego światła,które mogłoby rozjaśnić jej przyszłość,a przeszłość pogrążyć w całkowitej ciemności i zapomnieniu...zaczyna swoje poszukiwania mężczyzny,który byłby w jakiś sposób podobny do jej ojca...znajduje jego przeciwieństwo...pojawiają się dzieci,a wraz z tym rozpoczyna się walka o to by ich życie było lepsze niż jej...wkłada całe swe serce w ich wychowanie,broni przed złem tego świata,zbierając wszystkie razy wymierzone w jej potomstwo od kolejnych napotkanych osób...zapomina o sobie,żyjąc dla innych...
Czy warto nie być egoistą?? Ci, którzy udają,popadają w pozerstwo, wchodzą innym w tyłek praktycznie bez wazeliny, bo węszą w tym interes mają przecież lepsze życie...miejsce do zamieszkania, pieniądze,za które można kupić już wszystko, grono przyjaciół (fałszywych,ale zawsze),którzy wesprą 'dobrym' słowem- "to nie twoja wina"...to nic,że niektórzy z nich chleją na potęgę podcierając się depresją i wielką "odpowiedzialnością"...i tak są na wygranej pozycji,bo dobrego człowieka mogą zgnoić,zniszczyć,pogrążyć-przynosi im to ogromną satysfakcję,która z niczym nie może się równać...potem przychodzą z podkulonym ogonem i tłumaczą się, próbują zabić wyrzuty sumienia datkami na "Wioski dziecięce",a dobry człowiek wybacza,przywiązuje się, kocha i pogrąża się w bagnie centymetr po centymetrze...
Jedynym wyjściem jest kolejna radykalna decyzja, odejść i spalić za sobą wszystkie mosty,zacząć wszystko od nowa...ale ile razy można?...
Bilans zysków i strat zawsze taki sam...

środa, 17 czerwca 2009

Dzień z pracy studenta...

Dawno mnie nie było...
ale już jestem :)
Przez ostatni czas troszkę się wydarzyło,ale jakoś na nadmiar wrażeń nie narzekam ;)
Pomyślnie zdałam wszystkie egzaminy^^ i zaczęłam się przyzwyczajać do bardzo pożytecznego zajęcia, jakim jest praca zarobkowa ;]
Praca jak praca,bez rewelacji^^ jak student,to tylko w fabryce^^
No i dzisiaj tam właśnie sobie pracowałam...co robiłam? Składałam kartonowe pudełka...przez 8 godzin...z przerwą na papu...To jednak nie były zwykłe pudełka...wiem,że nie były,bo mi uszami wychodzą i wiem,że będą mi się śnić przez noc...łapy mam pocięte jakbym przez 8h w maliniaku siedziała!Pilnik do paznokci jest mi zbytkiem,bo skóry na opuszkach piłować nie będę,prawda? Te nieszczęsne pudełka to jednak nie wszystko... na 15 minut przed końcem zmiany,polecono mi owinąć paletę z pudełkami,przezroczystą folią (czy spożywczą to nie wiem [nie jadłam],ale wyglądała jak spożywcza o.O)...Kurna! co ja się z tą francą namęczyłam...wlokła się za mną,plątała między nogami...Czy ja mam wypisane na czole:
"Przygarnę folię spożywczą. Zapewniam wygodny serwis,wikt i opierunek.Dostępne od zaraz"???
W efekcie podarłam zołzę,kulki foliowe wyrzuciłam do śmieci,a kierownikowi powiedziałam,że nie zdążyłam owinąć...jakoś przeszło...
Aktualnie siedzę przed kompem i co chwilę się gdzieśik oram,bo mam wrażenie,że mi się te chulerne drobinki tektury walają po cielsku...no co za dyskomfort normalnie...Postanowiłam sobie,że jak mi kierownik jutro też każe robić pudełka,to go w nich zakopię żywcem... :)

poniedziałek, 18 maja 2009

Miś polarny...

Ja to jestem nienormalna...i szczerze mówiąc dziwię się Zwierzakowi,że jeszcze ze mną jest ^^...
Skąd tak daleko idące wnioski??Otóż ja to jestem takie dziwne stworzenie,co to gada przez sen,śmieje się przez sen i w ogóle żyje własnym życiem w czasie snu...No i właśnie wczoraj rano miałam atak...brechtałam przez sen jak głupia,no to Zwierzak nie wiedząc co jest grane (wyrwałam biedaka z jego fazy REM...),zaczyna mnie budzić...
Ja:(otwieram ślepia i dalej rechoczę...)
On: Co Ci się śniło??!!
Ja: (z pełną powagą)Mnie?! Nic :D...
On: to czego rechoczesz??Jak mnie już obudziłaś,to powiedz co ci się śniło...
Ja: Nie pamiętam^^
On: Przecież widzę,że pamiętasz,bo się brechtasz,mów co ci się śniło!
Ja: Śniło mi się,że byłam na jakimś obozie...szkolnym chyba,bo opiekunów mieliśmy...No i na tym obozie dziewczyny były w takim dużym domu,a chłopcy w takich małych domkach campingowych...no i jedna koleżanka,wymknęła się wieczorem do kumpla,a nie wolno było tego robić...
On: No co ty nie powiesz^^...
Ja:...No i opiekunka przychodzi i się pyta, gdzie jest koleżanka,no to ja mówię,że nie wiem...pyta gdzie jest kumpel,no to mówię,że pewnie u siebie w domku...na to ona,że idzie sprawdzić,a przy okazji się dowie czy koleżanki u niego nie ma-no i poszła...Wylazłam przez okno i biegiem lecę ostrzec kochasi. No to pobiegłam,ostrzegłam i zaczynamy z kumpelą uciekać do budynku...biegniemy,a tu ktoś zaczyna się drzeć jakby go ze skóry obdzierali...patrzymy,a tu zza drzewa wychodzi niedźwiedź polarny!!Wszyscy gdzieś biegną,a ja stoję i patrzę (KURDE!!Niedźwiedź polarny?!w lecie?!na wolnosci?!)...
On: No jakaś ty błyskotliwa^^...
Ja(olewając jego komentarze^^):...patrzę i widzę,że to opiekunka przebrana za misia!!...
On: KOBIETO JA CIĘ ZOSTAWIĘ!! CO TY BIERZESZ?! Z tego się tak brechtałaś?!
Ja: też :D...
On: to z czego jeszcze?!
Ja: No bo chłopcy zaczęli uciekać w samych ręcznikach,dwóch się potknęło na trawniku i ręczniki im spadły...(brechtam się dalej)...
On: Ty jesteś nienormalna...A tak w ogóle to mnie nie dotykaj!
Ja: dlaczego?!
On: Masz sny o innych facetach...i to nagich facetach! Nie dotykaj mnie powiedziałem...
(myślałby kto,że tak się tym przejął^^)
Ja: A jaki ja mam wpływ na to co mi się śni?!
On: Nie wiem,zależy jakie działanie ma to co bierzesz :D...
Ja: Ej!nie moja wina,że mózg mam taki,a nie inny! Oglądałam Eurowizję,a tam obalali mity o Rosji,i jeden był taki,że tam misie polarne na wolności chodzą!Babka mówiła,że to nie prawda,a z tyłu tańcowały dwa!!...
On: Fakt ;] nie Twoja wina...
No i niech mi ktoś teraz powie o co mu do diabła chodziło?!

niedziela, 17 maja 2009

Eurowizja 2009...

...na kolana mnie nie powaliła...No umówmy się,że czasy kiedy doceniano muzykę,tekst i przesłanie już bezpowrotnie minęły,a zastąpiła je kompletna komercja ( ku mojemu wielkiemu ubolewaniu :o/)...Bezsprzecznie przykładem kompletnego dna i rozpaczy był występ Greków (ktoś z ubytkami w ciele i umyśle ich przepuścił,jak Boga kocham!!)Ich piosenka nosiła bodaj tytuł "This is our night",no jakby tak miała wyglądać jaka kolwiek noc w moim życiu,to gwarantuję wam,że byłaby to moja ostatnia na tym świecie^^ Gdyby nie pokazy pirotechniczne i ruchoma platforma,to umarłabym z nudów...

Nieporozumieniem jest dla mnie również wysokie miejsce zajęte przez Turków...ale prawdopodobnie w tym roku oceniano w dużym stopniu ciało i sposób jego eksponowania (i eksploatowania ;]). Brytyjczycy wypadli całkiem nie źle, ale tak jak już mówiłam, nie zachwycili jakoś szczególnie...Jeśli chodzi o polską reprezentację (Lidia Kopania),jak dla mnie było za tkliwie,przerost formy nad treścią troszkę,a poza tym smutnawo (i gdzie mój patriotyzm??Otóż mój partiotyzm,to aktualnie czysty obiektywizm...)

W całym tym komercyjnym bajzlu,znalazło się jednak kilka perełek :)

1) Norwedzy i ich miłość do nieosiągalnego (fairy-tale to bajka:))-było bardzo melodyjnie:),śpiewający chłopaczek nie dość,że ładny i uzdolniony, to jeszcze taki ,taki ;)...no wiecie o co mi chodzi:)...Jak dla mnie 1 miejsce zasłużone w 100%:)

2) Francja...nie jestem w stanie nauczyć się tego języka,ale jest tak piękny,że dech zapiera:) zwłaszcza jeśli chodzi o prezentowanie go w utworach o tradycyjnych klimatach tzn. z nutką tęsknoty za czasami Edith Piaff chociażby :)...

3) Rosja...wydaje mi się,że w tym roku została bardzo pokrzywdzona...O ile w zeszłym roku ich wygrana była podyktowana w dużej mierze polityką, o tyle w tym roku według mnie,definitywnie powinni się znaleźć w pierwszej piątce...Utwór "Mamo" Anastasji Prichodko był po prostu świetny...Ruskie potrafią:)...Załączam teledysk by rozwiać wszelkie wątpliwości,że dziewczyna ma naprawdę ogromny potencjał.
http://www.youtube.com/watch?v=NysYfNmstQk

http://www.youtube.com/watch?v=-y9Gcn9My3s&feature=PlayList&p=E2F5B76D9C77F1DC&playnext=1&playnext_from=PL&index=2

Brała udział w rosyjskim wydaniu "Fabryki Gwiazd",tam wykonała między innymi utwór "Wiera" (również załączam ;)),który po prostu mnie powalił! Dziewczyna podobno ma dobrze sytuowanego tatę, więc apeluję do taty,by pomógł córce w nagraniu solowej płyty i obiecuję,że kiedy płyta się ukaże,będę jedną z pierwszych osób,która pójdzie i ją kupi:)

No:)... to to by było na tyle dzisiaj :) Jutro może też coś bazgrnę^^ I tak mało kto czyta moje wypociny,ale mnie pisanie sprawia wiele przyjemności,więc będę to robić chociażby dla siebie:)

czwartek, 14 maja 2009

Co cię nie zabije...

...to spowoduje,że ujdą z ciebie wszelkie siły życiowe ;o) To chyba będzie moja nowa domena^^
Po tych wszystkich egzaminach czuję się bardziej wyssana z energii,niż po rowerowej pielgrzymce na Jasną Górę (parę ładnych lat temu to było,ale pamiętam ten ból jak dziś :o) zwłaszcza jak się na rowerek usiadło po 3 latach przerwy w jeżdżeniu^^...odparzenia na odwłoku jak u niemowlęcia,ból kończyn...każdych jednych i wszystkich w kupie ;o) no... )
Na szczęscie egzaminy mam już za sobą...no prawie...ale o operacje biznesowe się nie martwię,bo eseje zaliczone po 60% i więcej,a poza tym meniu od przedmiotu,to po prostu anioł :o)...I właśnie daletego zmobilizuję wszystkie swoje szare komórki (łącznie z rezerwą^^) do wojny z 3 mini esejami na egzaminie ( no w sumie nie takimi mini :o ze 3 albo 4 strony A4 na jeden temat *_*...), w końcu facet jest wykładowcą^^,a facet to zawsze dobry motywator,nie?? ;o)
Jeśli o facetów chodzi,to jednego sobie hoduję (to tak dla niewtajemniczonych ^^) i powiem szczerze,że całkiem nie źle mi to idzie...przynajmniej lepiej niż hodowanie kwiatków,bo one jakoś mnie nie lubią :o(...niby gadam do nich i w ogóle,ale one głuche pozostają na me prośby i błagania ,
i odchodzą w inny ‘wymiar botaniczny’... Ale Zwierzaka się fajnie hoduje^^,bo mój Zwierzak,jak jest głodny to jeść woła,sam się wyprowadza i w ogóle fajny jest^^...Ostatniej niedzieli, Zwierzak zaproponował wypad w plenerek...no to wsiedliśmy w ‘ kaczkę’(Citroen Berlingo ;o)) i dawaj...przejechaliśmy 7 gór,7 dolin,7 pagórków, 7 kamyków etc.(tylko lasów 7 nie minęliśmy) i dotarliśmy w miejsce, gdzie z reguły poeci kręcili swoje sielanki...Na miejscu owieczki się pasły(zastanawiałam się nad ogoleniem kilku łowiec i przesłaniem ,no nie takiej czystej,ale jednak wełny do mojej kochanej Rodzicielki maniaczki robótkowania^^),krówki i koniki...no normalnie tęskniłam za spotkaniem z rodziną :P...Chciałam nakarmić krówkę trawką(mówią przecie,że zza płota wszystko lepiej smakuje),ale ona chyba ziół nie lubi ;P...za to jak mój Zwierzak zaczął do niej cmokać,to podeszła skubana i do całowania się brała!! Jako dowód załączam zdjęcie...No co za KROWA jedna!!Mojego Zwierzaka całować...no normalnie jeszcze dziś mnie na chora zazdrość trzyma ;o)...Potem poszliśmy do koników (bo owce jakieś takie aspołeczne były),a koniki to już jadły z ręki,wylizały rąca do cna i mogliśmy wracać do domu,bo wiatr ładował jakby się wszystkim diabłom na dmuchanie zebrało...Wracaliśmy do domku bardzo zadowoleni(a trawą karmiliśmy tylko krowy i koniki,no słowo honoru! o.O),dotlenieni i przygotowani na kolejny tydzień batalii w pracy i na uczelni ;o) O!

Egzaminy,egzaminami,wycieczki,wycieczkami, A TU SIĘ HISTORIA RODZI!!^^
Ogłaszam wszem i wobec,że 11 maja Roku Pańskiego 2009 o godzinie 17:40, na świat przyszedł IGNAŚ!! Długo wyczekiwany książę na warszawskich włościach ^^ Najdroższej Matuli gratulujemy siły i wytrwałości (w końcu Dziedzic do najmniejszych nie należy^^),a świeżo upieczonemu Pater zachowania przytomności przez naście godzin :P...Wszystkiego Najlepszego Kochani!!! :o)