niedziela, 3 kwietnia 2011

Długo mnie nie było,ale najważniejsze są powroty :)...

Wiele się u mnie działo od ostatniego razu...W październiku ubiegłego roku zaszłam w drugą ciążę:) miesiąc później powiedzieliśmy sobie z M sakramentalne tak :) w obecności najbliższej rodziny i przyjaciół :) Cudownie spędziliśmy wieczór po ślubie przy wspaniałej kolacji,śmiejąc się i żartując :) Wszyscy z uśmiechem wspominamy ten dzień :) My chichrający się i szczerzący do księdza :P Nasze Mamcie trąbiące w ławkach w kościele :)...magia...
Dwa tygodnie później okazało się niestety,że straciliśmy nasze drugie maleństwo...
Wyjechaliśmy na Boże Narodzenie do Francji,by odpocząć, odciąć się od problemów życia codziennego i zregenerować się po wszystkim...Ten wyjazd pomógł bardzo nam obojgu...
Obecnie jestem w trakcie badań nad przyczynami moich poronień...jestem dobrej myśli :) i czuję,że one wyjaśnią nasze wątpliwości :)
W lutym zdecydowałam się przejść na dietę,po tym jak dotarło do mnie w końcu,że mam sporą nadwagę,a moje BMI wynosi 28.4 ...
Na dzień dzisiejszy dietuję się i ćwiczę od 2 miesięcy 4 tygodni i 3 dni :) i mam za sobą już 12kg :) Do uzyskania pożądanej wagi pozostało mi 8kg do zrzucenia :) więc już bliżej niż dalej ;)
Dla porównania wstawiam zdjęcia jak wyglądałam ważąc 85kg, 78kg i 75kg :),a także jedno z wczoraj,ale w plenerze :)



Motywacja do dalszej pracy jest :) nie mogę tylko zwątpić w swoje możliwości :)

czwartek, 9 września 2010

Bóg i dzieciątko...

Pewnego razu było dziecko gotowe, żeby się urodzić. Więc któregoś
dnia zapytało Boga: – Mówią, że chcesz mnie jutro posłać na ziemię, ale
jak ja mam tam żyć, skoro jestem takie małe i bezbronne? – Spomiędzy
wielu aniołów wybiorę jednego dla ciebie. On będzie na ciebie czekał i
zaopiekuje się tobą. – Ale powiedz mi, tu w Niebie nie robiłem nic innego
tylko śpiewałem i uśmiechałem się, to mi wystarczało, by być
szczęśliwym? – Twój anioł będzie ci śpiewał i będzie się także uśmiechał
do ciebie każdego dnia. I będziesz czuł jego anielską miłość i
będziesz szczęśliwy. – A jak będę rozumiał, kiedy ludzie będą do mnie
mówić, jeśli nie znam języka, którym posługują się ludzie? – Twój
anioł powie ci więcej pięknych i słodkich słów niż kiedykolwiek
słyszałeś, i z wielką cierpliwością i troską będzie uczył Cię mówić. – A
co będę miał zrobić, kiedy będę chciał porozmawiać z Tobą? –
Twój anioł złoży twoje ręce i nauczy cię jak się modlić. – Słyszałem,
że na ziemi są też źli ludzie. Kto mnie ochroni? – Twój anioł
będzie cię chronić, nawet jeśli miałby ryzykować własnym życiem. – Ale
będę zawsze smutny, ponieważ nie będę Cię więcej widział. – Twój
anioł będzie wciąż mówił tobie o Mnie i nauczy cię, jak do mnie wrócić,
chociaż ja i tak będę zawsze najbliżej ciebie. W tym czasie w Niebie panował duży spokój, ale już dochodziły głosy z ziemi i Dziecię w

pośpiechu cicho zapytało: – O, Boże, jeśli już zaraz mam tam podążyć
powiedz mi, proszę, imię mojego anioła. – Imię twojego anioła nie ma
znaczenia, będziesz do niego wołał: „MAMUSIU”.

środa, 30 czerwca 2010

Praca

Praca...zarobkowa czy nie zawsze musi nieść ze sobą jakieś nieprzyjemności...a już najgorsza jest praca w restauracji,w której właściciele z "oszczędności" odmawiają włączenia klimatyzacji,a ty zdychasz za barem, pot z ciebie kapie i nikogo to nie interesuje...Boże broń napić się wody na oczach klientów,bo cię zrugają,że nie jesteś wielbłądem...spróbuj nie odczytać poprawnie bazgrołów z listą drinków i zamiast czerwonego wina wlać rosé, to też dostaniesz po głowie...NO I WIECZNIE BANAN NA TWARZY!!...Wczoraj miałam kryzys...może to ze względu na tą co miesięczną fazę księżyca byłam tak rozkojarzona...nie wiem...wiem tylko,że po powrocie do domu zasnęłam dziecko i nawet bombardowanie by mnie nie obudziło...Kontraktu jak nie było tak nie ma...właściciel stwierdził,że widział,że bardzo szybko się uczę itp. itd. generalnie tendencja wzrostowa,ale wczoraj nastąpił spadek i dlatego zanim da mi kontrakt na pełny etat, chce żebym jeszcze do końca tygodnia popracowała w trybie "okres próbny" i jeżeli będzie "big improvement" to dostanę kontrakt...no cóż...zamierzam udowodnić łachudrze,że dam sobie radę z jego wymogami i z chęcią zobaczę opad szczeny...trzymajcie kciuki i niech mi Bóg i wszycy święci dopomogą żebym nie traciła cierpliwości...moje guss fraba = kasa,kasa,co tydzień kasa :)może to pomoże ;)
P.S. Jak pojadę do domu na urlop,to przynajmniej rodzinę zaskoczę znajomością parzenia odpowiedniej kawy ^^ od expresso począwszy poprzez cappucino, americano i latté na kawach z rozmaitymi likierami skończywszy ^^No i znajomość win też się przydaje ;) Albo jak zrobić zajebiaszczy mix z zielonych i czarnych oliwek :) jak ktoś lubi,to mogę podać przepis ;)

niedziela, 20 czerwca 2010

Proszę państwa oto Miś ^^

Zajął mi tydzień,ale chyba ładny? ^^

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Robótkowanie :)



Jak już wspomniałam na blogu mojej rodzicielki, wzięłam się za pracę twórczą :P... owa praca,to nic innego jak haft krzyżykowy...przez weekend popełniłam swoje pierwsze "dzieło"... Zachwycona nie jestem,ale jak na pierwszy raz chyba nie wyszło bardzo źle :) Ocenę pozostawiam wszystkim obserwującym mojego pożal się Boże bloga ;)
A oto zdjęcia ogromu tragedii jaki spowodowałam :)


czwartek, 1 kwietnia 2010

Święta :))

Dłuuuuugo mnie nie było...bo i dłuuugo musiałam się wygrzebywać z doła,który zawiódł mnie aż do wnętrza Ziemi...Rozwodzić się nad tą kwestią nie zamierzam,bo i wcale mi się nie chce,przeszłości i tak nie zmienię,a tylko niepotrzebnie znowu zapędzę się w kozi róg,a to mi do szczęścia nie potrzebne... Na system przyznawania stypendiów w Anglii też psioczyć nie będę,niech znają pańską łaskę i cieszą się spokojnymi świętami...
A skoro o świętach mowa, to z jednej strony przykro, bo nie spędzę ich z Mamą, braćmi i resztą rodziny, ale z drugiej strony będą to pierwsze święta Mojej świeżo założonej Rodziny :) na razie w zestawie 2-osobowym :) ... Skoro święta,to radosny czas, święcenie koszyczka i tego co w koszyczku :) Mój szanowny małżonek zapytał mnie nawet czy on też może włożyć jajeczka do koszyczka...przemilczałam z uśmiechem na twarzy,nóż nie widelec jeszcze się zdecyduje i będzie o czym wnukom opowiadać ^^... No,ale żeby święcić to co w koszyczku,to najpierw koszyczek uzupełnić trzeba,tak? No to będzie uzupełnianie ^^ będzie zabawa markerem i pastwienie się nad jajkami ^^ będzie pieczenie ciast,mięska i masa innych przyjemności ^^ Niestety...będzie również mycie okien :/ ścieranie kurzy :/ wyrzucanie śmieci :/ sprzątanie na glanc kuchni i łazienki :/ odkurzanie i zmywanie podług :/ ... grrr...
Ale zapominając o nieprzyjemnych aspektach przygotowań świątecznych ^^ powiem wam co będę gotować ^^ ^^...
Otóż schemat przedstawia się następująco:

Wielki Piątek: jogurt/jogurt/jogurt (tradycja,to tradycja,nic więcej nie wszamię) i pieczenie ciast :) w tym roku zrobię dwa, a co! Jedno marchewkowe na życzenie Zwierzaka :) a jako drugie sękacz z truflami ^^ Poza tym będę malować jajca ^^ na taki oto sposób :


Jak pomaluję jajeczka :) to zamarynuję mięsko w postaci wołowinki i jagnięciny ^^

Wielka Sobota: Święcimy koszyczek i to co w koszyczku :) a później robię zasmażaną kapustkę i bitki wołowe :)
Wieczorem zasiądziemy do kolacji :) i wszamiemy święconkę ^^

Niedziela Wielkanocna: Wstajemy póóóóóźno :P wstawiam ziemniaczki i robię puree :) podgrzewam bitki i kapustę i zasiadamy do obiadku,a po obiadku czas na ciacho ^^ przez resztę dnia będziemy się byczyć :P

Poniedziałek Wielkanocny: Męża potraktuję zimną wodą ^^ Zjemy lekkie śniadanko :) Wstawię udziec jagnięcy marynowany w czerwonym winie i przyprawach do piekarnika ^^ i przez 2 godziny będę dbać by upiekło się jak należy ^^ do tego ziemniaczki w mundurkach ^^ i sałatka wielkanocna ^^ mniam ^^ a na deser ciacho ;) Później część ciacha w folię i w odwiedziny do znajomych :)

Brzmi jak plan,co nie? ;) Komentarz Norbiego był jeden : "łaaał ale Ci dobrze"
No czy ja wiem czy tak dobrze ^^ Chwała Najwyższemu,że po zakupy samochodem i nie ja za nie płacę ^^ budżet Zwierzak specjalnie dla mnie ustanowił,co bym się mogła wyżyć artystycznie ^^ No cud nie mąż :P Już takich nie produkują xD

Pozdrowienia dla Wszystkich i WESOŁYCH ŚWIĄT!! :):):):)

piątek, 11 grudnia 2009

Spór o in vitro...

No i znowu wpadł mi w ręce artykuł z Gazety Wyborczej,który załączam,do przeczytania...http://wyborcza.pl/1,75476,7344468,Kampania_mediow_katolickich_o_niemoralnym_in_vitro.html
Na początek mała dygresja,że ludzi wykształconych w redakcji Gazety Wyborczej,to chyba deficyt jest,bo błędy ortograficzne na poziomie podstawówki lecą ;) wam pozostawiam znalezienie owego klejnotu w treści artykułu ;)
Wracając natomiast,to kwestii w nim poruszanej- in vitro mianowicie-to się zastanawiam,kto grzeszy większą głupotą...Głupiec -Kościół Katolicki,który wciąż żyje epoką średniowiecza,nie zdając sobie sprawy z tego,że jeśli już mamy być tak dokładni,to średnio co 28 dni w ciele kobiety obumiera 50% potencjalnego człowieka [ w końcu jajo płodowe zawiera 50% materiału genetycznego],bo tak chce natura;że proces adpocyjny(który tak promują) potrafi się ciągnąć latami,bo urzędnicy skrupulatnie go utrudniają i nawet anioł straciłby cierpliwość,a jesteśmy tylko ludźmi; że zostaliśmy wyposażeni przez naturę w coś takiego jak ciąg ku reprodukcji i przekazywaniu własnych genów następnym osobnikom populacji naszego gatunku; że istnieją takie rodzaje niepłodności,których leczyć się nie da (na chwilę obecną); że ponad 100 kobiet dziennie (w Polsce) traci dziecko w wyniku poronienia; że po to dano człowiekowi rozum,żeby z niego korzystał i widocznie skoro in vitro działa,to Pan Bóg raczej w tym palce maczał??... czy ten kto owego głupca słucha i daje się zmanipulować??
Wydaje mi się,że Ci którzy dają się zmanipulować,to ludzie nie mający własnego zdania i podstawowej wiedzy w danym temacie oraz łatwo ulegające wpływom osób,które też niewiele o przedmiocie rozważań wiedzą,a pretendują do roli Alfy i Omegi...no bo zastanówmy się...który ksiądz czy biskup odczuł na własnej skórze ból poronienia? Który stawał na głowie,żeby móc adoptować dziecko?Który z nich ma w sobie tyle matczynej miłości,że łzy same płyną z powodu braku możliwości przelania jej na dziecko??Który z nich cierpiał na depresję z tym związaną?? ŻADEN! Jedyne co mają,to suche informacje,które każde z nas może wyczytać z książki; ewentualnie za swój fundament prawdy uważają cudowne dzieciństwo oraz idealny obraz matki z nim związany... Przykro mi bardzo,ale nie wszyscy mieli bądź mają tak kolorowo w życiu,a dla niektórych jedyną drogą do zapomnienia gorzkich doświadczeń, jest oddanie swojej miłości bezbronnemu dziecku i zapewnienie mu tego wszystkiego,czego samemu się w życiu nie zaznało...Jeżeli więc in vitro jest jedną z dróg ,która ku temu prowadzi,to Kościołowi Katolickiemu nic do tego! Pan Bóg osądzi,co było dobrem,a co złem w naszym życiu...Kler,to żaden autorytet w tej kwestii,bo są ludźmi tak samo jak my, tylko zamiast sakramentu małżeństwa, wybrali (może prostszą drogę) kapłaństwo i uzurpowanie sobie wszechwiedzy z tego tytułu...