poniedziałek, 20 lipca 2009

...

Dlaczego ludzie muszą cierpieć?
Pieprzenie o wolnej woli wcale mnie nie przekonuje...bo niby dlaczego do jasnej cholery mamy cierpieć za coś czego w rzeczywistości nie zrobiliśmy my,tylko dwójka cymbałów sprzed wieków?!Czy to ja zerwałam zakazany owoc?Mnie jak Mamusia powiedziała "nie rusz",to się łapy przy sobie trzymało chociaż kusiło...Ciekawe czy gdyby im powiedziano,że łap się w ognisko nie pakuje, to wsadziliby je w rozżarzone węgle,bo ktoś im kazał...Oni popełnili błąd,ale dlaczego my mamy za ten błąd płacić?To tak jakby prześladować nowo narodzone dziecko pochodzenia niemieckiego za holocaust!!Paranoja jakaś...
Najgorsze jest to,że dobrzy ludzie mają najbardziej przechlapane...kobieta stara się być dobrą żoną,matką i człowiekiem,a w zamian dostaje z buta od każdego dla kogo się poświęciła...wszyscy wyżywają się na niej,wyładowują swoje frustracje i żale po niepowodzeniach...poddają ją degradacji, z pełnowartościowego człowieka staje się ona nic nie wartym przedmiotem,który rzuca się w kąt,bo nie jest aktualnie potrzebny...ona jednak mimo wszystko żyje tym życiem i dziękuje Bogu za te przebłyski słońca,które nieczęsto się pojawiają,ale gdy już przebiją się zza ciężkiej i grubej warstwy ciemnych chmur i oparów,grzeją serce mocniej niż cokolwiek innego...Kiedy jest już naprawdę źle,płacze w poduszkę tak by nikt nie widział jak bardzo jej źle...cierpi fizycznie,psychicznie i duchowo, na każdej płaszczyźnie swojego istnienia...Powraca koszmar zniszczonego dzieciństwa, śnieżno białego płótna kochanego przez nią za blask,kolor i delikatność,które dzień po dniu stawało się coraz bardziej szare,traciło swój blask, swoją delikatność,swój boski wyraz...rozbity dom rodzinny,o który nie miała szans walczyć...czuła się wtedy wszystkiemu winna,podjęła próbę definitywnego zakończenia wszystkiego,bo nie widziała żadnego światła,które mogłoby rozjaśnić jej przyszłość,a przeszłość pogrążyć w całkowitej ciemności i zapomnieniu...zaczyna swoje poszukiwania mężczyzny,który byłby w jakiś sposób podobny do jej ojca...znajduje jego przeciwieństwo...pojawiają się dzieci,a wraz z tym rozpoczyna się walka o to by ich życie było lepsze niż jej...wkłada całe swe serce w ich wychowanie,broni przed złem tego świata,zbierając wszystkie razy wymierzone w jej potomstwo od kolejnych napotkanych osób...zapomina o sobie,żyjąc dla innych...
Czy warto nie być egoistą?? Ci, którzy udają,popadają w pozerstwo, wchodzą innym w tyłek praktycznie bez wazeliny, bo węszą w tym interes mają przecież lepsze życie...miejsce do zamieszkania, pieniądze,za które można kupić już wszystko, grono przyjaciół (fałszywych,ale zawsze),którzy wesprą 'dobrym' słowem- "to nie twoja wina"...to nic,że niektórzy z nich chleją na potęgę podcierając się depresją i wielką "odpowiedzialnością"...i tak są na wygranej pozycji,bo dobrego człowieka mogą zgnoić,zniszczyć,pogrążyć-przynosi im to ogromną satysfakcję,która z niczym nie może się równać...potem przychodzą z podkulonym ogonem i tłumaczą się, próbują zabić wyrzuty sumienia datkami na "Wioski dziecięce",a dobry człowiek wybacza,przywiązuje się, kocha i pogrąża się w bagnie centymetr po centymetrze...
Jedynym wyjściem jest kolejna radykalna decyzja, odejść i spalić za sobą wszystkie mosty,zacząć wszystko od nowa...ale ile razy można?...
Bilans zysków i strat zawsze taki sam...

3 komentarze:

  1. ...a ja wciąż powtarzam, że egoizm nacechowany pejoratywnie jest mocno przeraklamowany...Oluś trzymaj się, wszystko się ułoży - ja wciąż w to wierzę...i Wy musicie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozpoczynanie czego nowego po to, by wymazać z pamięci to, co stare i uwiera, jest krótkowzroczne.
    To co stare trzeba przeżyć od początku do końca, ani chwili krócej i ani chwili dłużej, przeżyć w pełni, nauczyć się czegoś nowego o sobie i o innych, i dopiero pamiętając to, co star i uwiera, mając na uwadze nabytą wiedzę, rozpoczynać nowe.
    Nie po to, by zapomieć stare, tylko po to, by nowe było lepsze.
    (no i znowu się wymądrzyłam... :-/ )

    OdpowiedzUsuń